REKLAMA

Gmina chce nad Soliną zbudować nową wioskę. I to nie byle jaką

USTRZYKI DOLNE / PODKARPACIE Śmiałą wizję chce realizować burmistrz Ustrzyk Dolnych. Na 33 hektarach należących do gminy zamierza rękami inwestorów zbudować nową wioskę, ale nie powtarzając błędów Soliny.

Dorota Mękarska

Bartosz Romowicz. Foto: archiwum prywatne

– W gminie Ustrzyki Dolne mamy przede wszystkim atrakcje zimowe, wyciągi i trasy narciarskie, natomiast nie ma infrastruktury związanej z aktywnością letnią i wodą. Te gminy, które posiadają taką infrastrukturę, są przez turystów oblężone, tak jak gmina Solina – zauważa Bartosz Romowicz, burmistrz Ustrzyk Dolnych.

Nie ma drogi, nie ma turystów

Bieszczadzka gmina jest właścicielem 33 hektarowej nieruchomości przylegającej do Jeziora Solińskiego, położonej w pobliżu królestwa znanego wszystkim Krzysztofa Brossa. Ten fragment linii brzegowej nie jest tak zagospodarowany jak w sąsiedniej gminie, dlatego nie ma tu tłumów turystów, choć poziom wody jest zadowalający, i to również w lecie. Wynika to z braku dojazdu do tej części jeziora.

Dlatego burmistrz na najbliższej sesji chce złożyć wniosek, by radni zabezpieczyli pieniądze na opracowanie dokumentacji drogi z Teleśnicy Oszwarowej do Teleśnicy Sanna, wysiedlonej wsi. Dzięki tej drodze będzie można ożywić wschodnią stronę jeziora, rozwinąć infrastrukturę wodną, jak również wykorzystać majątek, który gmina posiada.

Pomysł ma kilkanaście lat

A jest to nie lada majątek. Zważywszy na fakt, że ceny działek nad zalewem kształtują się powyżej 20 tys. zł za ar, to gmina w postaci 33 hektarowej działki, dysponuje prawdziwym skarbem.

Nie jest to nowy pomysł. Powstał kilkanaście lat temu. W ślad za nim opracowano nawet plan miejscowy dla tego obszaru oraz wstępną koncepcję drogi, ale uległy one dezaktualizacji.

Dlatego też trzeba zabezpieczyć 200 tys. zł na opracowanie dokumentacji technicznej drogi. Burmistrz liczy, że powstanie ona do dwóch lat, a do 2023 roku zostaną uregulowane sprawy własnościowe.

Koszt drogi jest szacowany na 10 mln zł. Gmina musiałaby wyłożyć około 2 mln zł, gdyby udało jej się pozyskać fundusze z projektu, w którym wkład własny wynosi 20 procent.

– Resztę pozyskalibyśmy z Funduszu Dróg Samorządowych, albo z innego programu krajowego – Bartosz Romowicz jest dobrej myśli.

Teleśnica Sanna budowana na nowo

Kolejne 200 tys. zł samorząd musiałby zabezpieczyć na szczegółową koncepcję architektoniczną zagospodarowania nieruchomości.

Dlaczego szczegółową? Bartosz Romowicz chce uniknąć błędów popełnionych w gminie Solina. Sztandarowa miejscowość tej gminy rozwijała się w czasach, gdy zagospodarowanie przestrzenne było dziełem przypadku lub puszczone na żywioł.

– Chcemy zbudować wieś na nowo, zgodnie z zasadami architektonicznymi i estetyką. Koncepcja architektoniczna musi być bardzo szczegółowa, by nikt nam nie postawił jakiejś budy – podkreśla nasz rozmówca.

Burmistrz Romowicz nie obawia się, że obwarowana szczegółowymi wymogami oferta ograniczy zainteresowanie i krąg inwestorów.

– Moim zdaniem wyśrubowane wymagania będą zachęcały inwestorów, bo każdy będzie miał pewność, że jego sąsiad nie zrobi tu byle czego – dodaje.

Burmistrz liczy na poparcie radnych. Jest pewny, że za jego wnioskiem będzie głosowało 7 radnych z klubu Aktywni Dla Bieszczad. Natomiast co do reszty, uważa, że będą kierować się zdrowym rozsądkiem.

To nie będą pieniądze stracone

Okres, w którym burmistrz chce realizować plan nie należy do najłatwiejszych. Gospodarka spowolniła z powodu pandemii i tak naprawdę nie wiadomo jeszcze jakie rozmiary będzie miał kryzys. Czy gmina wydając pieniądze na projekt w tak trudnym czasie, nie pozostanie z ręką w nocniku?

– Gmina zainwestuje w ten projekt 3-4 mln zł – szacuje burmistrz. – Ale uruchomi teren nad Jeziorem Solińskim na stałe. Jeśli nawet teraz nie uda się zrealizować tego planu, to może to zrobić za 5 lat. Zresztą okres przygotowywania dokumentacji przypadnie na czas odbudowy gospodarki.

Pozostaje jeszcze jedna kwestia. Nie wszyscy są za tym, by cała linia brzegowa zalewu wyglądała tak jak w gminie Solina. Są środowiska, które nie chcą, by tłumy ludzi wypoczywały nad jeziorem.

– Żaden aktywista z Warszawy, czy zagranicy nie będzie nam dyktował, co mamy robić – buńczucznie mówi Bartosz Romowicz. – Będę w tej sprawie zdecydowany i nie będę się oglądał na różne grupy interesów.

foto: archiwum Miasta i Gminy Ustrzyki Dolne (5)

06-03-2021

Udostępnij ten artykuł znajomym:



Dodaj komentarz

Zaloguj się a:

  • Twój komentarz zostanie wyróżniony,
  • otrzymasz punkty, które będziesz mógł wymienić na nagrody,
  • czytelnicy będa mogli oceniać Twoją wypowiedź (łapki),
lub dodaj zwykły komentarz, który zostanie wyświetlany na końcu strony, bez możliwosci głosowania oraz pisania odpowiedzi.
Dodając komentarz akceptujesz postanowienia regulaminu.

Komentarze wyróżnione:
(zarejestrowanych czytelników)

Krzysztof Rokosz2021-03-07 14:28:52
0 0
Śmiały pomysł i moim zdaniem wart realizacji z jednym ale. Natężenie ruchu drogowego w szczycie turystycznym na drogach prowadzących w Bieszczady z centrum Polski już obecnie przekracza ich przepustowość. Projektom znacznej rozbudowy infrastruktury turystycznej w Bieszczadach muszą towarzyzyć projekty rozbudowy infrastruktury komunikacyjnej (głównie drogowej, ale kolejowej też) na południe od A4 i na wschód od S19. Konkretnie: DK28 od Krosna do Przemyśla trzeba rozbudować do dwujezdniowej S28 i całą DK84 do S84. Drogi wojewódzkie 886 i 890 trzeba rozbudować do dwujezdniowych dróg klasy GP, a najlepiej do S. Jeżeli teraz zaczną się prace nad koncepcją takich inwestycji, to jest szansa na wybudowanie takich dróg za 15 - 20 lat. W przeciwnym razie za 15 lat dojazd Bieszczady będzie większym horrorem, niż obecnie na Podhale.
Odpowiedz
Pokaż więcej komentarzy (0)
Pokaż więcej komentarzy (0)